• baner_blekiewicz
  • baner-2-formaty
  • wojsznis-baner
  • banertop_barlinek2012
  • baner_twardowska
  • baner_truskawki
Jarosław Eysymont, Miasto nierzeczywiste, 2009, akryl, płótno, 80x65 cm

JAROSŁAW
EYSYMONT


"(...) konstrukcje, które Calvino opisywał, konstrukcje miasta nieistniejących, mapy tych miast, nieistniejące światy mnie urzekły (...)".

Urodził się w 1956 r. w Szczecinie. Studia w Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu zakończone w roku 1982 dyplomem w pracowni Jerzego Kałuckiego.

Wystawy indywidualne:

  • 1983 Klub 13 Muz, Szczecin
  • 1988 Polsk forening Ognisko, Kopenhaga
  • 1990 Galeria Żak, Gdańsk
  • 1993 Galeria 2112, Kopenhaga
  • 1995 Galeria Monch, Berlin
  • 2001 Związek Polskich Nieudaczników, Berlin
  • 2004 Galeria Sztuki Współczesnej "Profil", Poznań
  • 2005 Kulturhus Lyngby, Lyngby
  • 2007 Galeria Sztuki, Dom Kultury, Świnoujście

Wystawy zbiorowe:

  • 1984, 1986, 1988, 1990 Festiwal Polskiego Malarstwa Współczesnego, Szczecin
  • 1989 The Open Door Charlottenburg, Kopenhaga
  • 1991 "Polscy malarze", Design Centre, Boston
  • 1998 "Malarstwo, grafika, rzeźba z Polski", Brema
  • 2006, 2009 Triennale z martwą naturą, BWA Sieradz
  • 2009 "Szczecin, Melbourne, Szczecin", Guildorf Lane Gallery, Melbourne

"Kiedyś zawód malarza raczej mnie odpychał, był dla mnie, jeśli można tak powiedzieć, zawód cechowy - jest się w nim przynależnym do cechu, jak szewc czy piekarz. Nie uważałem tego za sztukę sensu stricto. Tylko czasami wynikiem pracy malarza jest dzieło sztuki, przeważnie to jest raczej po prostu praca żmudna i wymagająca. Jedyna różnica, to niezwykły wymóg samotności. Musisz tworzyć w samotnośći, inaczej nic nie zdziałasz". Artystyczne credo Jarosława Eysymonta przywodzi na myśl nieśmiertelną maksymę, że artystą się nie jest, artystą się bywa.

Pochmurny, szary dzień. Smutne, szare miasto. Obszerny plac pełen kałuż i błota. Szare mury i ludzie. Anonimowi lunatycy. Pomiędzy nimi para pędząca na rowerze. Niewinni czarodzieje. Wspomnienie Zbyszka Cybulskiego - buntownika bez powodu i gdańskiego teatrzyku Bim-Bom, zagadkowy problem pamięci i upływającego czasu.

Są też inne wspomnienia. Inwalidzkiego wózka, przerażonych dziecięcych oczu, strachu przed życiem, a może przed śmiercią. Figuratywne malarstwo J. Eysymonta, mimo że zróżnicowane, zawsze jest niepokojące, nostalgiczne i nie pozbawione ironii. Pobrzmiewają w nim bowiem zarówno echa lęków Witolda Wojtkiewicza i Andrzeja Wróblewskiego, jak i ekspresjonistycznej deformacji. Ale też kpina z socrealistycznej indoktrynacji i popartowskiej reklamy.

"Abstrakcja to czysta przyjemność, wyzwolenie z problemów" powiada J. Eysymont. Zapewne tak jest. Ale te konstruktywistyczno-optyczne, mozolnie budowane obrazy, to nie tylko estetyzująca zabawa formą i kolorem, nie tylko przemyślana kompozycja i gra planami. Przedstawiają one wyimaginowane metropolie inspirowane powieścią Itala Calvino "Niewidoczne miasta". To swoista napędzana siłą wyobraźni podróż w nieznane, poza granice rzeczywistości, poszukiwanie Nowych Światów, tęsknota za niewiadomym. Jest w nich jeszcze coś zupełnie innego, bardzo osobistego - rozmowa z ojcem, z jego "Spiętrzeniami", "Rytmami" czy "Miastami", prowadzona pomimo różnicy artystycznych poszukiwań i celów. Mocowanie się z wielkością ojca jest dla J. Eysymonta inspirujące, pozwala mu przecież iść własną, choć krętą i nie pozbawioną wybojów, drogą twórczą.






Artyści

Artyści